O mnie     Reklama     Kontakt

Pomagam #namaxadlamaxa, czyli jak mały chłopiec nauczył mnie doceniać życie

Emocje / Zdrowie / 19 września 2016

Czego roczny chłopiec może nauczyć 24-latkę? Logicznie rzecz biorąc – niczego szczególnego. Chyba, że ten chłopiec to Max Świerkowski. Od niego możesz nauczyć się na przykład tego, jak wiele jest warta szansa na życie. I jeśli na czymś bardzo Ci zależy – jak wytrwale powinieneś o to walczyć. 

Dlaczego sprawa Maxa mnie obchodzi?

8ipol.com na maxa dla maxaOd miesięcy obserwowałam w social mediach ich ciągłą walkę, zmiany szpitali, niegasnącą nadzieję rodziców. Z odległości przypatrywałam się chłopcu, który zaskakiwał lekarzy i okazywał się być silniejszy niż przypuszczano.

Obserwowałam to wszystko początkowo z zachwytem, a później wyciągnęłam z jego historii lekcję dla siebie. Na co dzień bardzo często narzekam, ciągle wszystkiego mi mało – przedmiotów, podróży, osiągnięć, sukcesów, pieniędzy, poczucia bezpieczeństwa. I wstyd się przyznać, ale nawet przez chwilę w tym całym codziennym zamieszaniu, nie zastanawiałam się nad tym, co by było gdybym miała nagle stracić szansę na życie. Na doświadczanie pięknych chwil i popełnianie błędów. Na miłość i złość. Na to, żeby obudzić się rano, wyjść z domu i biec przed siebie. Nie mogę sobie wyobrazić odebrania tych szans, nie mogę sobie wyobrazić końca, zwłaszcza teraz – kiedy jeszcze nie nasyciłam się życiem. Max też jeszcze się nie nasycił. A walczy o nie z nieprawdopodobnym wysiłkiem. Ma tylko rok i jako pierwszy człowiek w moim życiu – naprawdę nauczył mnie doceniać każdy dzień.

Życie Maxa to nie przelewki

Chłopiec cierpi – choruje na Zespół Crouzona lub Zespół Pfeiffera Typu 3. Kiedy się urodził, lekarze poradzili rodzicom, by jak najszybciej pożegnali się z synem, bo przed nim maksymalnie kilka tygodni życia. Ale Max był uparty. Mruknął „challenge accepted” i za każdym razem, gdy jego stan się komplikował, gdy pojawiały się kolejne zakażenia – chłopiec zawzięcie walczył. I za każdym razem wygrywał.

Na czym polega choroba Maxa?

8ipol.com na maxa dla maxaTo bardzo rzadka wada genetyczna, która charakteryzuje się nieprawidłowym kostnieniem czaszki. U chłopca od samego początku rozrasta się ona nieprawidłowo, nie powiększa się wraz z rosnącym mózgiem. W związku z tym pojawia się deformacja – wytrzeszcz oczu, niedorozwinięta szczęka, wąska główka. Max jest dzielny i mimo wielu zabiegów, badań i szpitali, które przebył – wciąż ma siłę, by walczyć. Tylko, że to już nie wystarcza. Jeśli do końca września nie zostanie zoperowany w klinice w Stanach Zjednoczonych, umrze. Jeśli po tej operacji nie pojawią się kolejne, dotyczące poprawy stanu układu pokarmowego, jeśli nie przejdzie kosztownej rehabilitacji – nigdy nie będzie w pełni zdrowy. A ma na to szansę. Max może żyć normalnie. Tylko żeby dostać szansę na samodzielne kopanie piłki z chłopakami na podwórku za kilka lat – dziś musi jak najszybciej otrzymać pomoc.

W Polsce przypadek Maxa skazano na śmierć. Nikt nie chciał podjąć się pomocy, lekarze nie mają doświadczenia w takich przypadkach. W Stanach Zjednoczonych natomiast, a konkretnie w Teksasie, w klinice The Craniofacial Center, dzieci podobne do Maxa od lat dostają szansę na nowe życie. Po szeregu operacji wyglądają i żyją jak normalne dzieci. Śmieją się, grają w piłkę i chodzą do szkoły.

Max ma brata bliźniaka, Alexa. Brat miał więcej szczęścia, bo urodził się całkowicie zdrowy. Różnica między nimi dziś jest kolosalna – Alex stale się uśmiecha, lubi się bawić, a Max leży. Leży i walczy. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak bardzo, obserwując brata, marzy o tym, żeby razem z nim poznawać świat.

Jak można pomóc? 

Życie i zdrowie Maxa kosztuje 1 500 000 zł. To całościowy koszt wszystkich operacji, badań, konsultacji, wylotów do USA. Jeśli uda się uzbierać tę zawrotną sumę, chłopiec ma szansę na całkowite wyzdrowienie i normalne życie. Zbiórkę prowadzi Fundacja Konrada Gacy „dlaczego?” tutaj: strona fundacji o Maxie.

Zebrano już ponad 800 000 zł, ale sporo jeszcze brakuje.

Pomóc więc można zwyczajnie – wpłacając dowolną kwotę na konto Maxa:

Dedykowane subkonto akcji

  • ODBIORCA: Fundacja Konrada Gacy „dlaczego?”
  • TYTUŁ PRZELEWU: Na MAXA dla MAXA!
  • NUMER KONTA: 53 1050 1953 1000 0090 3090 3596
  • WPŁATY ZAGRANICZNE: PL53 1050 1953 1000 0090 3090 3596 (swift code: INGBPLPW)

Oprócz tego mocno zachęcam do publikowania na Facebooku zdjęcia z kartką „#namaxadlamaxa” i zachęcenia swoich znajomych w opisie zdjęcia  do pomagania Maxowi wpłatami na konto:

8ipol.com na maxa dla maxa

I tak – naprawdę każda złotówka się liczy.

Wiem, że nie mam prawa Cię o to prosić, ale może zrezygnujesz dzisiaj z kawy w modnej kawiarni? Może jednak nie pójdziesz do kina i po prostu w domu przeczytasz książkę? Może dzisiejszy lunch do pracy przygotujesz w domu zamiast zamawiać gotowego dania z restauracji?

Średnia cena kawy w sieciówce to 10 zł. Wszyscy wiemy, że odmówienie sobie kawy w obliczu uratowania życia i zdrowia to żadne wyrzeczenie, prawda? Otóż żeby pomóc Maxowi potrzebujemy ok. 68 000 osób, które jednego dnia zrezygnują z kawy i prześlą 10 zł na konto Maxa.

Kino? Średnia cena biletu to 25 zł. Potrzebujemy 27 200 osób, które zrezygnują dziś z kina i wyślą 25 zł na konto Maxa. 27 200 osób to dużo? Nie tak dużo, jeśli każdy z Was podejmie wyzwanie. Każde ogromne dobro tego świata zaczyna się od jednego człowieka. Może od Ciebie?

Kto z Was może dziś zrezygnować z drobnego wydatku i uratować zdrowie Maxa?


Więcej o Maksie dowiecie się m.in. z







Previous Post

Przejmuję się wszystkim. Krótka historia o braku dystansu

Next Post

Potrzebujesz przestrzeni tylko dla siebie





To też Ci się spodoba

  • dominika

    To jest chyba tylko jedyne ” wytłumaczenie” na to dlaczego tak maleńkie istoty swoje życie zaczynają z tak ogromnym „bagażem” doświadczeń. Wiem co to znaczy. Moje życie też ktoś odmienił. Miałamm 21 lat gdy na świecie pojwił się mój synek. Gdy miał rok przeszedł operacje usuniecia guza, który okazał się nowotworem złośliwym. póki co, jest dobrze, są kntrole. Teraz ma 4 lata. Ale posiada mutacje genetyczną, która sprawia , że jego organizm ma wielkie predyspozycje do tworzenia nowotworow. tak wiec, wszystko sie moze jeszcze zdarzyc. Żeby nie bylo za mało, mąż też to ma, moja 9miesieczna kruszyna też..a u płci żeńskiej ryzyko wystapienia złośliwca to 90 % przed ukończeniem 40tki.. Ale jest dobrze. Nic sie nie dzieje. I wiem że nie moge sie porownywać do rodziców Maxa, do niego samego. Ja mam mim wszytsko ogromne szczesce, bo dzieciaki rozwijaja sie prawidłowo, są konrole. On walczy cały czas. Ale wiem jak to zmienia, wiem jak to potrafi wejść do głowy i taki Ci porządek a zarazem chaos narobić. Jakie to hustawki, gdy jednego dnia jestes walczacym herkulesem, nie bojącym się niczego, ale przychodzi moment i rzklejasz sie, ze dlaczego, dlaczego musissz dzieciaka w nocy z lozka wyciagac, bo musi na badania jechac, i jego pierwsze zdanie ” ja nie chce pyk pyk”. że musisz uważać, pilnować, ..i się bać. Bo nie bede udawać, zę czasami sie boje , ze los taki przewrotny, i za rok możemy usiasc przy stole nie w czworke, a w trojke… ;/ Trzymam kciuki!

    • Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz!!! Jesteś niesamowita. Trzymam za Was kciuki :) :*