O mnie          Kontakt

5 rzeczy, których nauczyłam się od mojej Mamy

Emocje / 26 maja 2016

Przez lata oczywiście nazbierało się ich dużo więcej, ale wybrałam pięć kluczowych, którymi się z Wami podzielę. Tych podobieństw jest cała masa – im jestem starsza, tym bardziej je dostrzegam. W tej niezwykłej relacji przyklejają się do nas nawet te cechy, od których chcielibyśmy uciec jak najdalej. Ale są w nas, rozwijają się, odkrywamy je na różnych etapach – małe i duże cząstki naszych Mam.

Źródło: unsplash.comLojalność

Absolutny numer 1 jeśli chodzi o lekcje, jakich udzieliła mi Mama. Zawsze lojalna wobec rodziny i najbliższych przyjaciół, nigdy nie dała się namówić na odstępstwa od tej reguły. Dopiero po latach, kiedy w moim życiu zaczęli pojawiać się ludzie, którzy nazywali się moimi przyjaciółmi, a za plecami wbijali mi nóż w plecy, doceniłam rolę lojalności. Wiem, jak wyniośle to brzmi, to takie niedzisiejsze słowo. Ale być lojalnym to nie pozwalać na to, żeby w Twoim towarzystwie ktoś obrażał osobę, którą kochasz lub która jest Ci bliska. Lojalność jest wtedy, gdy nie naśmiewasz się ze słabości ukochanej osoby w gronie znajomych, gdy nie dzielisz się sekretami najlepszej przyjaciółki z innymi ludźmi, lojalność jest wtedy, kiedy jesteś gotów walczyć o dobro Twoich bliskich. Dzięki temu mam dziś bardzo niewielu przyjaciół. Ale za wszystkich dałabym się pokroić. A jeśli ktoś próbowałby ich skrzywdzić – odgryzłabym głowę. :)

Troskliwość

Prawdopodobnie w tej kategorii nigdy nie dorosnę Mamie do pięt, ale mnie też coś zostało z tej troskliwości i skłonności do opieki nad każdym, kto tego potrzebuje. Mam w sobie dużą potrzebę troszczenia się o innych ludzi, sprawiania im małych prezentów, mówienia dobrych słów. Troskliwość mojej Mamy jest jednak o kilka poziomów wyżej od mojej – zawsze jest w stanie czegoś sobie odmówić, żeby sprawić przyjemność lub pomóc nam (swoim dzieciom), mężowi, przyjaciółce. Dobro bliskich często stawia ponad swoje. Jest w niej jakaś niewiarygodna skłonność do poświęceń, być może to przychodzi razem z macierzyństwem, a być może jest niepowtarzalną cechą osobową, nie wiem. Mnie poświęcenia przychodzą z trudem. Troszczę się, ale bez przekraczania pewnej granicy. Mama jest w tym lepsza. Wiem, że gdybym czegokolwiek potrzebowała, oddałaby wszystko, co ma. A decyzję podjęłaby w ciągu jednej sekundy. Podziwiam Ją za to.

Skłonność do wzruszeń

Kiedy oglądamy wzruszający film, płaczemy. Kiedy ktoś opowie nam zabawny żart, płaczemy ze śmiechu. I tak jest zawsze. Mam po Mamie skłonność do wzruszeń i  bywam płaczkiem. Wszystkie filmy wojenne, filmy o miłości, dramaty psychologiczne – zawsze w towarzystwie pudełka chusteczek :) Dobre komedie również kończą się potokiem łez. Dlatego rzadko chodzimy do kina, to dość problematyczne. I nie każdy tusz do rzęs wytrzymuje presję sytuacji :)

Chaotyczność, w której jest metoda

Obie mamy skłonność do wytwarzania wokół siebie materialnego chaosu i obie traktujemy to jako źródło inspiracji. Obie piszemy, obie tworzymy, obie mamy w sobie niezliczone pokłady kreatywności i radości ze swojej pracy. Każda wykorzystuje to w inny sposób w swoim życiu, ale to jest nam potrzebne do rozwoju, choć dość problematyczne dla naszych… współlokatorów. Chaos rodzi pomysły, rodzi też potrzebę stworzenia porządku. I jakoś tak mamy, że i z tego chaosu i z samego procesu porządkowania, zawsze rodzą się dobre idee i najwłaściwsze rozwiązania. Jak mawiał Einstein: „Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?”.

Marzenia, które sięgają gwiazd

Najlepiej, żeby były kosmiczne. Ogromne. Dokładnie obmyślone i oderwane od „dziś”. Za każdym razem, kiedy próbuję wycofać się ze swoich marzeń, moi rodzice opowiadają mi historię ich wielkiego marzenia: o dużej rodzinie i pięknym domu z ogrodem. Marzyli o tym, będąc krótko po ślubie, bez grosza przy duszy, mieszkając ze mną w maleńkiej kawalerce z piecem węglowym. Nie stać ich było prawie na nic. Kiedy na świecie pojawili się moi bracia, również nie przestali marzyć, ale teraz marzyli już o większym domu. Znajomi i rodzina pukali się  w czoło, kiedy słuchali ich opowieści o domu marzeń :) Mimo to nigdy się nie poddali. Stworzyli w myślach dom, w którym każdy z nas mógłby mieć swój pokój, a nasz ogród byłby najwspanialszym miejscem do wypoczynku dla całej rodziny. Przez lata ciężko na to pracowali. Dzisiaj co jakiś czas wracam do domu ich marzeń. I kiedy tam jestem za każdym razem upewniam się, że niemożliwe nie istnieje. Trzeba marzyć i walczyć, i nigdy się nie poddawać. Tę wiarę i skłonność do marzeń odziedziczyłam w szczególności po mojej Mamie.

Mama i my

A wy? Co odziedziczyliście po swoich Mamach? :) Podzielcie się ze mną!







Previous Post

Musimy to wszystko naprawić

Next Post

Czego nie mówić w związku? Rozmówki małżeńskie Lwa-Starowicza



Dodaj komentarz