O mnie          Kontakt

A może ja jestem smutna w środku?

Emocje / 25 lutego 2015

– Zawsze się uśmiechasz. Dlaczego dzisiaj jesteś taka smutna?

Patrzył na mnie bardziej z ciekawością niż z troską. Był ciekaw odpowiedzi, wiedział, że nie mam w zwyczaju użalać się nad sobą i światem. Myślał, że stało się coś złego, że ja się wygadam, on pocałuje mnie w czoło i znowu się uśmiechnę. Był zwolennikiem prostych rozwiązań, a ja lubiłam to w nim i uczyłam się grać w tę grę. Spędzaliśmy ze sobą zbyt mało czasu, żeby mógł mnie dobrze poznać, ale chyba wcale tego nie potrzebował.

smutekDotykałam jego śmiesznej twarzy palcami. Marszczył nos, zamykał oczy i pozwalał mi na paluszkowe wędrówki. Lubiłam to bardziej niż seks. Przemierzałam kilometry jego skroni, zapadniętych policzków, ładnego nosa, malowałam niewidzialne słowa na jego ogromnym czole. Szukałam szorstkości. Uczyłam się zabawnych zmarszczek i szerokich brwi. Czytałam jego emocje jak alfabet Braille’a.

Może ja po prostu jestem smutna w środku? Może ten uśmiech jest tak na odczepkę, na wszelki wypadek? Może ludzie, którzy stale się uśmiechają, są tak naprawdę bardzo smutni, ale nie lubią pytań. Może mają swoje tajemnice?

Może ja lubię swój smutek tak zazdrośnie, że z nikim nie chcę się nim dzielić. Może uśmiech to takie chodzenie na skróty. Omijanie trudności. Łatwiej się uśmiechnąć i powiedzieć: „dobrego dnia” niż „mam trudne życie” albo „chciałabym, żeby mnie ktoś kochał”. Uśmiech nie wymaga wyjaśnień. Rzadko mnie ktoś pyta, dlaczego się uśmiecham, prędzej mówi: „jak pięknie się uśmiechasz!”. Radość nie wymaga trudnych rozmów. Ani pomocy. Radość do niczego nie zobowiązuje.

Jest niewielu ludzi na świecie, którzy naprawdę chcieliby wiedzieć, dlaczego jesteś smutna. Którzy chcieliby ten ciężar dostrzec i dźwigać razem z Tobą. Całkiem możliwe, że na każdego człowieka na Ziemi przypada tylko jedna taka osoba. Albo dwie. One potrafią słuchać i koić. Bo o smutku trzeba dużo wiedzieć. Smutek się musi wygadać. Trzeba go wysłuchać uważnie, trochę się z tym smutkiem zaprzyjaźnić. Powiedzieć mu: hej, Smutku, nie rozdrapuj strupków. Nie można do niego podchodzić tak do końca poważnie. Smutek trzeba oswajać. Jeśli się wiązać – to tylko przelotnie i bez zaangażowania. Smutek nie jest najlepszym partnerem na życie. Ale dodaje temu życiu smaku.

Nawet kiedy się uśmiecham naprawdę szczerze, mam go w sobie. On się we mnie czai i przypomina mi o tym, jak trudno utrzymać radość. Jak tej radości ciągle mało. I ile ta radość kosztuje.

Dlatego, kiedy on pyta, dlaczego jestem smutna, wędruję palcem po jego twarzy. Pospiesznie szukam powodów do radości w tej wędrówce, znajduję je zazwyczaj przy śmiesznej kropce na jego szyi. I mówię mu wtedy: Nie, nie jestem smutna. Albo: Wydaje ci się. Albo: Tylko trochę zamyślona. I uśmiecham się, śmieję się na głos, śmieję się dla niego i dla siebie. Z tego smutku, który nie opuszcza mnie nigdy. I kiedy dotykam jego twarzy tak niezdarnie i wyjeżdżam palcami poza linię jego myśli, tak się cieszę, tak się ogromnie cieszę, że wciąż mogę się śmiać i mogę go tym śmiechem odwieść bezpiecznie od tego zasmucenia, od czarnych myśli, od mojej pustki ogromnej. Że mogę go tym uśmiechem ochronić. Chociaż jego.







Previous Post

Musisz robić w życiu coś nadzwyczajnego

Next Post

Chlebek i pieniążki, czyli co zrobić, by kobieta straciła ochotę na seks



Dodaj komentarz