O mnie          Kontakt

Jeśli czegoś Ci zazdroszczę, to zwyczajności

Emocje / Związek / 6 kwietnia 2015

W relacjach najbardziej lubię zwyczajność. Jest trudna do uchwycenia na fotografii, bo na tle zdjęć znajomych z wczasów na Majorce wypada zazwyczaj blado. Pachnie domem i jest miła w dotyku. Lubię zwyczajność, która się czai w dresach, w wieczornym zmęczeniu, w niewymuszonych gestach. Bez makijażu i udawania.

Jeśli czegoś Ci zazdroszczę, to zwyczajnościTaką zwyczajność, która przemawia prostymi obrazami; jego skupienie nad książką, sposób w jaki bierze do ręki kieliszek wina, jak snuje się po mieszkaniu i co chwilę zagląda do lodówki. Jak mimochodem odgarnia mi włosy z czoła, jak mówi: robię herbatę, chcesz zieloną czy malinową?  I w tym jednym pytaniu zawiera się cały jego świat, cały nastrój, bo albo jest w nim troska, albo napięcie albo cicha pretensja. Wszystko można powiedzieć jednym pytaniem o herbatę. Zwyczajność jest szczera i nie potrzebuje wielkich słów.

Zawsze o niej marzyłam, choć mój temperament zazwyczaj każe mi gnać na oślep i szukać wyjątkowości, artyzmu, nieszablonowych rozwiązań. Każe mi stawiać wszystko na jedną kartę, zakochiwać się do szaleństwa, wybierać wciąż nieodpowiednich ludzi. Szukać, tworzyć i niszczyć, mylić się, popełniać błędy. Marzyć o miłości tych, którzy zapominają oddzwonić i układać z nieistniejących połączeń plany, marzenia, emocje.

To mi zamyka drogę do zwyczajności, bo u mnie ciągle coś jest niezwyczajne, nieprzewidywalne, niestałe. To chaos, w którym tylko ja wiem, gdzie co leży. A przecież moje najlepsze wspomnienia, to te wyrwane z fragmentów zwyczajności, z preludium do zwyczajnego życia. Z tej herbaty, z tych jego śmiesznych dłoni i domowych dialogów.

Codzienność, cierpliwość, bliskość

Żeby zbudować dobrą zwyczajność potrzeba trzech podstawowych składników: codzienności, cierpliwości i odpowiedniego kompana. Potrzeba kogoś, z kim ta zwyczajność nie będzie nudna, tylko piękna. I zadziwiająca. I trwała. Kogoś, z kim można się pokłócić o rozrzucone kapcie i niewyrzucone śmieci, a potem wtulić się w to magiczne miejsce pod obojczykiem i oglądać dobre i głupie filmy. Kogoś, w kim każdego dnia chcesz się przeglądać. Kogo możesz obudzić w środku nocy i powiedzieć: boję się starości albo boję się, że przestaniesz mnie kochać.

Zwyczajność może pachnieć ciastem cytrynowym albo spalenizną. Może być głośna albo cicha. Ale musi być w niej dużo bliskości. Zwyczajność musi być bliska. Musi koić. Dawać nadzieję.

Ona musi się w tej zwyczajności czuć najpiękniejsza, a on musi być supermenem.

Widziałam taką zwyczajność i wiem, że ludzie potrafią sobie taką stworzyć. I ja o tym marzę. O tym, żeby codziennie słyszeć: jaką chcesz herbatę? i umieć z tego pytania wyczytać miłość, nastrój i jego wszystkie lęki. Słyszeć: daj mi spokój albo znowu nie umyłaś naczyń i dopytywać, i kłócić się z nim, i krzyczeć, zazdrościć, a potem znowu się budzić obok niego i pytać na dzień dobry: możesz mi zrobić herbatę? i czekać aż on zapyta, jaką i cieszyć się, że dopóki będzie pytał, będę się go uczyć, czytać mu z ruchu warg miłość, troskę z gestów, nastrój z jego wzroku. I że to będzie nasza zwyczajność. Bliska i dobra. Dom zamknięty w jednym pytaniu.







Previous Post

Co mi daje wiara w Boga?

Next Post

Kuba Jankowski: Jestem człowiekiem sukcesu w mojej małej mikroskali (wywiad)



Dodaj komentarz