O mnie          Kontakt

Tomasz Kot objawieniem polskiego kina?

Rozrywka / 19 października 2014

Wiem, że pewnie macie już dość tego, że ten film wyskakuje z każdego portalu, bloga, billboardu… Ale to jeden z rzadkich momentów w polskim kinie, kiedy my, naród narzekaczy z genetycznym błędem pozbawiającym nas umiejętności chwalenia innych, z radością polecamy znajomym polską produkcję. 

Nie chcę pisać zbyt wiele o samym filmie, ten tekst będzie o czymś innym. Co do „Bogów” – po prostu idź do kina i to zobacz. Wybij sobie z głowy oglądanie „Miasta44”, to jest naprawdę strata czasu i pieniędzy. Kup bilet na film o Relidze i bądź dumny z tego, że w Polsce można zrobić tak dobrą – aktorsko i realizacyjnie produkcję. Bez nadymania i peanów na cześć, bez bezsensownych wybuchów, efektów i przerostu formy nad treścią. Bez cenzury, amerykańskiego stylu i sztucznych dialogów.

Weź przykład z Kota

W moim liceum sporo mówiło się o Kocie. Jeden z moich mentorów, ówczesny wychowawca, był osobą, która zaraziła Kota Tomasz Kot objawieniem polskiego kina?miłością do teatru. Przynajmniej sam Kot tak twierdzi. I tam, w tej naszej Legnicy, zaczęła się jego walka o marzenia. Pierwsze recytacje, pierwsze próby i pierwsze porażki. Często nam powtarzano, że to dowód, że warto w siebie wierzyć i walczyć o to, co się kocha. Bo Tomkowi się udało.

Długo się w polskim kinie specjalnie nie wyróżniał. Warunki może i charakterystyczne, ale warsztatowo – byli lepsi. Większości widzów kojarzył się z serialami i komediami romantycznymi, przemykał w słabszych i lepszych produkcjach, ale żaden recenzent nie poświęcał mu zbyt wiele uwagi. W teatrze od początku był kotem, ale kto by tam chodził do teatru.

Pierwszy raz zachwycił mnie w 2005 roku, w „Skazanym na bluesa”. Zderzenie z legendą. Tu już nie chodziło tylko o talent i o warsztat. Tego typu role wymagają instynktu, fantazji, pokory, drobiazgowości. Nie wystarczy być aktorem – trzeba być aktorem świadomym. I Kot, mimo młodego wieku, udowodnił wtedy, że ma w sobie wystarczająco dużo pokory, żeby się z tym zmierzyć. Wciąż uważam ten film za jego największy sukces.

Kolejna przełomowa rola to „Erratum” (reż. Marek Lechki) z całym bogactwem trudnych emocji. Nie będę spojlować – kto nie widział, niech nadrabia zaległości. Produkcja z małym budżetem i wielkim przekazem.

Pokora

Ostatni raz spotkałam Tomka Kota na premierze Klossa. Był smutny, nieco zawiedziony, sam nie wiedział, jak to wyszło, dopytywał nas, dziennikarzy, o wrażenia. Zaangażowany, skupiony – myślałam wtedy tylko o tym, jak bardzo życzę mu tego, żeby w Polsce powstawały lepsze filmy. I lepsze dla niego role.

Bardzo wierzę w to, że „Bogowie” to jego przełom, zwiastun nowych możliwości, ról, kreacji. Na palcach jednej ręki policzę polskich aktorów filmowych, którzy potrafią rzeczywiście poświęcić się dla roli – zupełnie zmienić wizualnie, nawet zaniedbać, wejść w postać i uciekać od fleszy. Kot to potrafi, Kot to uwielbia. Dzięki pokorze i skromności od lat aktorsko rozkwita i nabiera charakteru. Skrajnie normalny, wciąż jak chłopak z legnickiego osiedla. Ma w swoim portfolio kilka słabych pozycji – ale po każdym takim wybryku, chował się w cieniu i ciężko pracował zamiast zwierzać się na okładkach.

Tyle mają wspólnego Tomasz Kot i jego ostatni filmowy bohater – nie poddają się. Nawet jeśli przychodzą kryzysy, po porażce znowu stają do walki o spełnienie marzenia. I ja tego spełnienia, Panie Tomaszu, bardzo Panu życzę.

Niech żyje dobre polskie kino.







Previous Post

Bo mi się bzykać chce

Next Post

Od lat śni mi się kilka scen



Dodaj komentarz