O mnie          Kontakt

Zawsze będziesz żałować, że nie zostałeś kimś więcej

Emocje / Kariera / Motywacja / 10 lipca 2016

Uwielbiam z nią rozmawiać. M. to jedna z tych osób, z którymi wprawdzie rzadko się widuję, ale wiem, że w każdej chwili mogę zadzwonić i poprosić o spotkanie. Jest szczera, wrażliwa i nie ukrywa swoich ambicji. Dlatego ta relacja jest dla mnie wyjątkowa. Nasze rozmowy, nawet te dotyczące najbardziej błahych spraw, zawsze pozostawiają po sobie coś więcej, zmuszają do zastanowienia, spojrzenia na siebie z perspektywy. Ma wiele rzeczy, których jej zazdroszczę. A ona wielu rzeczy zazdrości mi. Obie od lat krok po kroku zdobywamy wszystko, o czym marzyłyśmy. Ale stale czegoś nam brakuje.

PrzyjaciółkiMała kawiarnia na Sadybie. Zamawiamy kawę i ciastko. To zabawne, ale natychmiast przypominam sobie, że gdy zaczęłyśmy się spotykać kilka lat temu, byłyśmy biednymi studentkami i w takiej sytuacji nawet nie pomyślałybyśmy o ciastku. Budżet przewidywał maksymalnie średnią kawę latte i tyle.

Oprócz tego i lepszych ciuchów, niewiele się w nas zmieniło.

Najpierw dzielimy się wszystkim, co dobre, co się udało, co jest na najlepszej drodze, jak się układa w związku. Potem opowiadamy o kłopotach, o tym, jak trudno znaleźć przyjaciółkę, że to smutne, że toksyczna zazdrość niszczy nawet najlepsze relacje. Że kiedy odnosisz nawet najmniejszy sukces, możesz się pożegnać z życzliwością. O tym, że mamy wszystko, o czym marzyłyśmy 5 lat temu, a mimo to ciągle czegoś nam brakuje. Zazdrościmy sobie nawzajem, choć żadna z nas nie może przecież wejść w skórę tej drugiej.

Deficyt wyrozumiałości wobec siebie

Nie wiem, dlaczego tak trudno cieszyć się tym, co mamy. Czemu z trudem przychodzi mi docenianie siebie? Przecież dałam sobie radę.

Przyjechałam do Warszawy kilka lat temu bez znajomości, doświadczenia, z kompleksami. Zamieszkałam w małym pokoiku na Okęciu, pracowałam nocami w hostelu jako recepcjonistka, żeby opłacić studia. Wtedy ze wszystkich sił walczyłam o każdy dzień, śmiałam się bez przerwy i marzyłam o tym, co mam teraz: dobrej pracy, która będzie pasją, doświadczeniu, kontaktach, możliwości pisania, ukochanym mężczyźnie, pięknym mieszkaniu. I o tym, żeby do kawy zamówić sobie wszystko, na co mam ochotę. Dziś nawet nie muszę się nad tym zastanawiać. A mimo to często łapię się na tym, że mam niedosyt. Chcę więcej.

Wybrać to znaczy zrezygnować z innych opcji

Wiem, że to kwestia nastawienia i pokory wobec świata. Że apetyt rośnie w miarę jedzenia i że to ludzkie: zastanawiać się, co by było gdybym jednak wybrała inną drogę. Czy byłabym teraz dalej? Czy zarabiałabym więcej? Czy byłabym szczęśliwsza? Wiem też, że to jest właśnie najtrudniejsze w podejmowaniu decyzji: rezygnacja ze wszystkich innych opcji. Przez całe życie zastanawiasz się, czy wybrałeś dobrze. Dobrą branżę, dobrego partnera, dobre miejsce do życia.

W dzisiejszym świecie możesz być każdym i robić wszystko. To zawsze kosztuje bardzo dużo pracy, ale najtrudniejsze jest tak naprawdę podjęcie decyzji. Albo wybierasz aktorstwo albo dziennikarstwo, albo PR, albo motion design, grafikę, albo prawo, albo otwierasz stragan z pamiątkami. Musisz wybrać, bo jeśli chcesz mieć wszystko naraz – w niczym nigdy nie będziesz dostatecznie dobry. Całe życie to bardzo mało czasu, żeby spełnić wszystkie marzenia, więc musisz wybrać mądrze.

Ja nie zawsze podejmowałam słuszne decyzje. Wahałam się, rzucałam studia i na nie wracałam, parałam się różnymi zajęciami, często zmieniałam pracę. Ale to było konieczne. Bo nawet jeśli jeszcze do końca nie wiem, czego chcę od życia, z całą pewnością wiem, czego nie chcę. A to już bardzo dużo.

Po latach prób nauczyłam się, że podejmując różne wybory, muszę mieć pełną świadomość tego, że określone decyzje pociągają za sobą rezygnację z innych planów. Jeśli chcę być najlepsza na świecie w marketingu, nie mogę być równocześnie najlepszą na świecie baletnicą. To nie wyjdzie. Trzeba podjąć decyzję. Na tym prawdopodobnie polega dojrzałość: na podejmowaniu decyzji i nie oglądania się przez ramię. Ciągle się tego uczę.

 Lekcja dobrych myśli

Myślę, że to problem całego naszego pokolenia. Że nadmiar namieszał nam w głowach. Zbyt wiele informacji, zbyt wiele możliwości, zbyt wiele decyzji do podjęcia w zbyt młodym wieku. Dlatego jedną z największych wartości spotkań moich i M. jest ten element dzielenia się wątpliwościami i doceniania nawzajem swoich osiągnięć. Upewnianie siebie nawzajem, że wszystko jest w porządku. Że Twoje talenty są wystarczające, są piękne, są ważne. Że nie musisz mieć świetnie prosperującego startupu, żeby czuć się spełniona. Że nie musisz władać biegle sześcioma językami obcymi. Że nie możesz stale biec z wywieszonym jęzorem. Że każdy ma swoje tempo i swoją drogę. Że wszystko jest w porządku i nie możemy dać się zwariować.

Przytulamy się długo na pożegnanie i wracamy do swoich domów. Na każdą z nas czeka w nim fantastyczny, ukochany facet. I tak, pewnie jeszcze długo nie przestaniemy się wahać, a nasze wielkie ambicje jeszcze nie raz nie pozwolą nam zasnąć. Ale przecież tak naprawdę wszystko jest w porządku. Mam pracę, dom, dwie ręce, dwie nogi i jestem szaleńczo zakochana w mężczyźnie, który właśnie robi mi naleśniki. Nic nie trzeba zmieniać, za niczym nie trzeba gonić. Wszystkie marzenia spełnię w swoim tempie. Wszystko jest w porządku.







Previous Post

Czego nie mówić w związku? Rozmówki małżeńskie Lwa-Starowicza

Next Post

Porządek w szafie daje poczucie bezpieczeństwa



Dodaj komentarz