O mnie     Reklama     Kontakt

Udaję, więc jestem (kochana)

Emocje / Związek / 27 stycznia 2014

… czyli o naszych kompleksach na poważnie.

SONY DSCPrzestoje w pisaniu próbuję tłumaczyć śniegiem. Przemarznięcie materiału twórczego, przemoknięte buty, katar, muchy w nosie. Takie tam. Zimowa depresja i moje drzwi próbuje wyważyć, ale konsekwentnie stawiam opór. Mam jeszcze w zanadrzu trochę emocjonalnej amunicji.

Zbudowałam tamę z dużej porcji dobrych książek, domowych pieleszy i sposobów na poszukiwanie inspiracji. Dużo energii dodają mi sygnały od Was docierające do mnie różnymi internetowymi kanałami – dziękuję! Od kiedy sypnęło tym białym narzędziem tortur, wychodzę z domu tylko wtedy, kiedy muszę.

To niezbyt poważne. Dom i wygoda nigdy nie sprzyjają inspiracji i dobrym tekstom. Miasto za oknem wygląda jak makieta, spieszący się ludzie, obok których nie mogę przejść – jak bohaterowie filmu. Nie mogę się powstrzymać, siadam przy oknie z gorącą kawą i podglądam śmiałków, którzy odważyli się na konfrontację z zimą. Wymyślam im historie.

Zawsze pasjonowali mnie ludzie. Ich osobowości, historie, tajemnice. Chyba stąd kilka lat temu wzięło się zafascynowanie teatrem. Nieśmiałe, z odległości. Pierwsze próby; jak mówić, jak chodzić, jak gestykulować. Udawanie tak, żeby nikt się nie zorientował. To przydatne. Zwłaszcza w relacjach damsko-męskich.

Kobieta doskonała

Znasz mężczyznę, który chciałby wiedzieć, jaka tak naprawdę jest kobieta, w której się zakochuje? On nie chce wiedzieć, jaka ona jest. On chce wiedzieć, że jest taka, jaką sobie wymarzył.

To się podobno zdarza codziennie i podobno każdemu tylko raz w życiu. Spotykasz go, on spotyka Ciebie. Nic o nim nie wiesz, tyle tylko co w jednej, dwóch rozmowach, błysk w oku i to, w jaki sposób podnosi do ust papierosa. Nie wiesz nic, ale już nie możesz się oderwać. Jedni nazywają to fascynacją, inni – zakochaniem od pierwszego wejrzenia. Oba sformułowania brzmią fatalnie i nigdy ich nie używam. Znasz to uczucie, prawda? Od tej pory mało co będzie łatwe do nazwania.

Nic o nim nie wiesz, dlatego mimo woli dopisujesz do każdego jego słowa całą historię. Do gestu – cechę. Tworzysz w swojej głowie obraz mężczyzny, o którym marzyłaś. Pasuje kilka elementów układanki – musi pasować i reszta. Czasem ta zgadywanka się udaje, wszystko kończy się happy endem. Ale najczęściej to tylko źródło niekończących się rozczarowań. Bo nagle okazuje się, że wcale nie jesteś taka, jaką on myślał, że jesteś. I jeśli przeglądałaś się w jego oczach, masz duży problem. Możesz albo pogodzić się z tym, że wziął Cię za kogoś innego albo zacząć udawać.

Udaję, więc jestem (kochana)

To w gruncie rzeczy łatwe. Wystarczy obserwować – co mu się podoba, jakie kobiety mu imponują, naśladować jego styl. Robić to, co on lubi i czego on oczekuje. To w gruncie rzeczy łatwe – wyrzec się samej siebie. Która z nas nie udawała?

unsplash_52a991b478717_1Że co? Że na dłuższą metę się nie da? Ależ oczywiście, że się da! Da się, naprawdę. Można tak długo. Niektóre udają miesiącami, weteranki latami. W ciągłym stresie marzą o tym, żeby być we wszystkim lepsze, bardziej atrakcyjne i za wszelką cenę dorównać topmodelce albo jego koleżance z pracy. Zdominowane przez silną osobowość mężczyzny, zniewolone przez uczucie? Nigdy w życiu. Jedyne, co jest w stanie tak bardzo nas zdominować i regularnie podcinać nam skrzydła to rządzące nami kompleksy.

Uzależniona od swojego odbicia

Uzależnienie od mężczyzny jest prawie zawsze wynikiem braku wiary w to, że ktoś inny może pokochać Cię taką, jaka jesteś naprawdę. Uzależniamy się od odbicia w jego oczach. Próbujemy nie zauważać, jak bardzo to odbicie nie przystoi do tego, co od lat widzimy w lustrze. Uzależniamy się od kobiety, którą on sobie wymarzył i którą mogłybyśmy być… o ile oczywiście byłybyśmy kimś zupełnie innym. Spotykałam takie kobiety w różnych miejscach, w różnych organizacjach. Udawały przez lata. Różnie sobie z tym radziły. Niektóre były na tyle silne i zdeterminowane, że polubiły tę maskę i po kilku latach stała się ona ich twarzą. Ale te należą do mniejszości. Przymus udawania odbiera optymizm, energię i wiarę we własne możliwości. Wpędza w depresję, smutek, marazm. Ograniczamy się do wiary w maskę, którą każdego dnia od początku musimy ubierać. Wróćmy do pytania, które zadałam Ci kilka akapitów temu: „Znasz mężczyznę, który chciałby wiedzieć, jaka tak naprawdę jest kobieta, w której się zakochuje?” Ja znam. I Ty też poznasz.  Bo zasługujesz na to, żeby ktoś kochał Cię dokładnie taką, jaka jesteś teraz. Ponieważ TY możesz być czyimś ideałem.

I piszę to do wszystkich kobiet, z którymi na co dzień rozmawiam i które duszą się już w tych zbudowanych na kompleksach wcieleniach: nie musisz tego robić.  Jeżeli on nie pokocha Cię takiej, nie warto się dla niego starać. Zostawi Cię, jak tylko się potkniesz i zrzucisz maskę. Jeżeli musisz udawać przed znajomymi kogoś kim nie jesteś, zmień znajomych. Oni nie są warci Twojego czasu. Zasługujesz na więcej. Zasługujesz na kogoś, kto będzie się Tobą zachwycał i codziennie będzie chciał z Tobą rozmawiać.

Nikogo nie udawaj. Nigdy. Nie bez przyczyny osoby najbardziej cenione, utrzymujące najwięcej uwagi i szacunku, to te najbardziej autentyczne i prawdziwe. Przeglądaj się w oczach ludzi, którzy wiedzą o Tobie wszystko. I wciąż Cię kochają. To jedyny prawdziwy obraz.







Previous Post

Czy ty w ogóle masz czas na sukces?

Next Post

Sekretne życie Waltera Mitty - recenzja filmu





To też Ci się spodoba

  • Alice

    Cudowny tekst… Dziękuję

  • Marta S.

    Coś zrozumiałam. Jesteś magiczna kobieto!!!

  • .blanka

    Bardzo ciepły tekst ;)

  • Alina

    „Kiedy on nie patrzy na mnie,
    szukam swojego odbicia
    na ścianie. I widzę tylko
    gwóźdż, z którego zdjęto obraz. „

  • Evv.

    Jakbyś pisała o mnie..

  • Martyna K

    Wyjęłaś słowa z mojej głowy młoda, zdolna Kobieto (celowo przez duże ‚K’). Czytam Twoje rozpiski internetowe od jakiegoś czasu i muszę przyznać, że zachwyca mnie to pisanie. ~Siadam przy oknie z gorącą [herbatą] i podglądam śmiałków, którzy odważyli się na konfrontację z zimą. Czytam 8ipół.~ ;) Pozdrawiam złotoryjsko.

  • natalia

    Po pierwsze Gratulacje! :*
    Po drugie świetny tekst, brawo!

  • Pingback: Bezradność, czyli pierwszy krok do rezygnacji z siebie ‹ 8ipół()